Autor: Piotr Antczak

Dziś piszę jako kibic, bo ten klub kocham od najmłodszych lat 🙂

To nie będzie zwykły mecz. Zresztą od początku sezonu, po powrocie Górnika do Ekstraklasy zwykłych meczów w Zabrzu nie ma. W pierwszej kolejce od razu danie główne – Legia, która została dosyć przyjemnie skonsumowana (3:1), a potem na dokładkę Wisła, z którą mecze również mają swój wyrafinowany smak (3:2). W niedzielę przypływa Arka. I nie byłoby tu może jakiejś szczególnej mobilizacji, bo Arka to klub jakich w lidze wiele, ale smaku dodają dwa istotne „szczegóły” – Leszek Ojrzyński i Adam Danch. Obaj panowie nie są dziś w Zabrzu pamiętani zbyt dobrze.

Wszyscy się chyba zgodzą, że trener Ojrzyński był w pełni odpowiedzialny za spadek Górnika do I ligi. Miał w Górniku wszystko, niczym syn z tytułowej przypowieści. I tak jak w przypowieści – wszystko roztrwonił. Dostawał do gry zawodników jakich chciał, a pomagał w tym jeden z najlepszych budżetów w lidze. Nic to jednak nie dawało, bo drużyna grała słabo. Gdy widmo degradacji zaglądało już głęboko w oczy, i kiedy wszyscy już wiedzieli, że należy dokonać zmiany trenera, było zwyczajnie za późno. Ojrzyńskiemu podziękowano, a sytuację miał ratować Jan Żurek. I prawie się udało. Zespół w ostatnich meczach punktował, a nazwisko Żurek było coraz częściej i głośniej skandowane na trybunach z wielką radością i nadzieją na pozostanie w lidze. W ostatniej kolejce w Niecieczy szło pięknie. Wygrywaliśmy 1:0 i wystarczyło dowieść ten wynik do końca. Niestety nie udało się, ale to nie trener Żurek został źle zapamiętany, bo zrobił tyle, ile mógł. Ekstraklasę zabrał nam dużo wcześniej Ojrzyński.

Adam Danch odszedł z Górnika w zeszłym sezonie. Decyzja Marcina Brosza o podziękowaniu – można powiedzieć – filarowi obrony Górnika była dużym zaskoczeniem dla większości kibiców. Ale decydenci mieli za pewne swoje powody. Górnik po zaskakujących prażakach, takiej jak chociażby z ostatnim w tabeli Zniczem Pruszków musiał zdiagnozować sytuację i podjąć poważne decyzje. Wewnętrzne sprawy znane są tylko trenerom, działaczom i bardziej doświadczonym piłkarzom, ale kibice snują domysły i pojawiały się różne spiskowe teorie o niekoniecznie uczciwej postawie Dancha, który miał obstawiać mecze u bukmacherów. Sprawa odbiła się tak szerokim echem, że sam Adam Danch postanowił poddać się testom na wykrywaczu kłamstw. Testy wykazały, że zawodnik nie ma nic do ukrycia, ale trener Brosz na pewno miał uzasadniony powód, by zrezygnować z usług – trzeba to uczciwie przyznać – wieloletniego i zasłużonego zabrzańskiego obrońcy. Jak wszyscy się o tym przekonaliśmy, była to trafna decyzja, bo grająca młodzież ukierunkowała Górnika na właściwy kurs. Ekstraklasa dosyć szczęśliwie wróciła do Zabrza. Można powiedzieć: pechowo spadliśmy, szczęśliwe wróciliśmy.

W niedzielę o 15:30 Arka Gdynia przycumuje w Zabrzu. Wyjdą Ojrzyński i być może Danch. Kibice w Zabrzu mają dobrą pamięć, co na pewno nie będzie przyjemne dla wymienionych panów. Ojrzyński będzie siedział na ławce, ale Danch raczej lekko mieć nie będzie, pod warunkiem, że wystarczy mu odwagi, by zagrać.

Myślę, że żaden kibic w Zabrzu nie będzie miał nic przeciwko temu, jak Arka okaże się tylko food truck’iem, który po 90 min. będzie doszczętnie splądrowany przez piłkarzy Górnika i ich kibiców 😉

Piotr Antczak