Od grudnia 2018 r. dwie hałdy odpadów pohutniczych wydzielających spore ilości gryzących oparów przypominających amoniak zalegają w okolicach stawu pomiędzy ulicą Makoszowską i Podleśną. Mieszkańcy zgłosili sprawę zabrzańskiemu urzędowi, ale ten mówi, że teren należy do marszałka województwa i to w jego gestii, przy braku winowajcy, leży usunięcie odpadów. Tymczasem policja szuka sprawcy nielegalnego składowiska.

Zgłaszający nam sprawę Paweł Kępka ze wspólnoty mieszkaniowej pobliskich budynków stwierdził, iż marszałkowi województwa nie śpieszy się z usunięciem tych odpadów, a korespondencja między urzędem i marszałkiem trwa i potrwać może nawet kilka miesięcy.

– A nas to niepokoi, mieszkańców tym bardziej, bo tam zachodzą jakieś reakcje chemiczne. Mierzyliśmy to kamerą termowizyjną i urządzenie wskazywało 12°C, gdzie na zewnątrz temperatura powietrza wynosiła 0°C. No i ten smród amoniaku. Centrum Zarządzania Kryzysowego twierdzi, że ten amoniak to tylko na samej hałdzie, a w okolicy to już stężenie jest prawie żadne. To nie prawda, bo mieszkający kilkaset metrów dalej na ul. Podleśnej ludzie czują smród w mieszkaniach — powiedział nam w rozmowie telefonicznej Paweł Kępka. Jak sprawa się zakończy i kiedy, na to musimy poczekać. Na razie teren ogrodzono taśmą.

Oby urzędnicy rozwiązali ten problem szybko, bo doskwiera on mieszkańcom coraz mocniej.

 

Fot. Paweł Kępka