Foto: Piotr Antczak

Autor: Piotr Antczak

 

Mecz Lech — Górnik to jeden z tych meczów, który dla wszelkiej maści pismaków, w tym dla mnie, stanowi przysmak do wielowątkowej analizy. O samym meczu napiszę krótko i to dopiero na koniec, a tymczasem pospekulujemy o tym, co się jeszcze może wydarzyć.

 

Górnik rozdaje karty!

Wczorajsze zwycięstwo zabrzan to już drugie rozdanie fatalnych kart „trójce”: Lech, Legia, Jagiellonia, z której najprawdopodobniej wyłoni się mistrz Polski w sezonie 2017/18. Dwa tygodnie temu ze słabymi kartami rozdanymi przez Górnika męczyła się Jaga, a przed kilkunastoma godzinami — Lech. By jednak uczciwości sportowej stało się zadość, musimy oddać Jagiellonii, a przede wszystkim Lechowi trzy punkty. Zrobimy to, mam nadzieję, dokonując ostatniego rozdania kiepskich kart najgorszemu wrogowi – 13 maja w Warszawie. Od razu chciałbym uspokoić i udobruchać tych, którzy czytając to, głośno wrzasną przed monitorem: a dlaczego ktoś z nich, a nie my!? Właśnie, dlaczego nie Górnik?!

Do końca pozostały 4 kolejki i matematyczne rodzeństwo: rachunek prawdopodobieństwa i jego siostra statystyka mówią głośno, żebyśmy sobie dali spokój z marzeniami o tytule. Statystyka jednak wiele razy płatała figla, gdzieś się czasem chowała, czego najlepszym przykładem jest poprzedni sezon Górnika w pierwszej lidze. Układ meczów jest taki, że nawet rewelacja rozgrywek Wisła Płock ma szansę na mistrzostwo, ale wspominam o tym tylko z szacunku do matematyki. Jak może być?

 

I Love Majówka      19 maja, park Pstrowskiego.      Kliknij i dowiedz się szczegółów!

Legia za tydzień gra w Białymstoku z Jagiellonią, z nami u siebie i w ostatniej kolejce w Poznaniu, po drodze ma „łatwy” mecz z Płockiem u siebie. Można zatem powiedzieć, że nasza stara… znajoma 😉 ma najgorszy układ, co nas i pozostałych pretendentów do mistrzostwa bardzo cieszy! Stawiając sprawę optymistycznie, ale bynajmniej nie nierealistycznie, Legia może stracić — na mój typ — 6, a najlepiej 7 punktów (byle nie więcej, bo to może oznaczać ucieczkę Lecha lub Jagi), co przy zwycięstwie na Łazienkowskiej dałoby nam tytuł mistrza Polski, oczywiście przy założeniu, że do końca będziemy wszystkich lać, a „trójka” będzie dzielić się punktami, remisując swoje mecze.

Najlepszy, moim zdaniem, układ meczów ma Lech, który i Jagę i Legię podejmować będzie u siebie, jednak wczorajszy mecz pokazał, że wcale nie musi być dla Lecha najlepszy, na co zresztą bardzo liczymy, i „trójka”, jak wspomniałem, będzie remisować. Wyjazdy Kolejorz ma z obiema Wisłami.

 

I Love Majówka, 19 maja w parku Pstrowskiego. Kliknij i poznaj szczegóły!

Na chwilę obecną najlepszą jednak sytuację, mimo gorszego od Lecha — moim zdaniem — układu meczów, ma Jaga, która podejmuje dziś teoretycznie najsłabszą w grupie mistrzowskiej Wisłę Kraków, a za tydzień — Legię. Dla nas najlepsza byłaby dziś porażka Jagi, natomiast za tydzień z całego serduszka kibicować będziemy Legii… ŻEBY PRZEGRAŁA! 😀 Za dwa tygodnie białostocczanie jadą na bardzo trudny i ważny dla wszystkich mecz do Poznania, by w dwóch ostatnich kolejkach „luźno odetchnąć”, grając z „nieliczącym się” Zagłębiem w Lubinie i na zakończenie z Wisłą Płock. Jaga jeszcze teraz jest w teoretycznie najlepszej sytuacji. Różnice w szansach jednak są minimalne i powiedzmy sobie — dyskusyjne. Jak będzie? Zobaczymy.

Tegoroczna sytuacja w lidze jest nieobliczalna jak nigdy, a psikusa może sprawić wszystkim nawet Jurek Brzęczek i jego kopciuszek — Wisła Płock. Płockowi i naszemu przyjacielowi Jurkowi kibicować będziemy szczególnie, bo nie zagrali do tej pory z żadnym zespołem z „trójki”. Liczymy na dobrą postawę zespołu w tych meczach, ale nie za dobrą, byśmy to my zagrali wszystkim na nosie i śmiali się jako ostatni. Musimy zrobić tylko jedną rzecz — trzeba pozbyć się tego pragmatycznego matematycznego rodzeństwa, a Górnik wespół ze Szczęściem, które wczoraj do nas śmiało się jak nigdy, muszą dokonać brutalnego gwałtu na rachunku prawdopodobieństwa i jego siostrze statystyce.

 

O samym meczu Lech Poznań — Górnik Zabrze

Wczorajszy mecz w soczewce przedstawia nam tegoroczną Ekstraklasę, gdzie właściwie słowo „niespodzianka” traci swój sens. Dlaczego? To proste, niespodzianki zdarzają się od czasu do czasu, a nie co chwilę; przegrana Legii u siebie z Płockiem, nasza przegrana 0:4 z Cracovią, porażka Jagi u siebie z nami i z Płockiem, nasza porażka z Płockiem, wczorajszy mecz i wiele innych pokazują, że w tegorocznych rozgrywkach faworytów już nie ma, wszystko jest możliwe, łącznie z kosmicznymi porażkami u siebie różnicą kilku bramek!