Foto: Piotr Antczak

Dziś zapraszamy Państwa do przeczytania emocjonalnego wpisu jednego z kibiców, który poprosił o anonimowość.

 

Dobrze, że robię to teraz, a nie wczoraj, bo będzie przynajmniej trochę rzeczowych argumentów na poparcie tych gorzkich słów.

Jadymy durś?

To bardzo fajne hasło, jednak jest już od jakiegoś czasu nadużywane. Przypomina mi to wypowiedzi niektórych „polityków”, co to mówią, że w Polsce łamane są prawo i demokracja gorzej niż za czasów komunizmu. Słów należy używać adekwatnie do sytuacji, w przeciwnym razie mało kto potraktuje nas poważnie! Nie można używać słów na wyrost, trzeba robić to tak, jak zasługują na to opisywane wydarzenia! Podobała mi się wypowiedź Wolsztyńskiego, bodajże po pechowo zremisowanym meczu z Cracovią w Krakowie, kiedy powiedział krótko mniej więcej coś takiego:

„Zagraliśmy dobry mecz, gramy swoje i gramy następny mecz”, czyli — jadymy durś.

Przegrane i zremisowane mecze zalicza się do dwóch kategorii; te, po których pozostaje niesmak i te, które jednych załamują, a innych — nie bójmy użyć się adekwatnego słowa — WK…………JĄ! Mecze z Cracovią (ten z Krakowa), w Lubinie z Zagłębiem, w Białymstoku z Jagiellonią pozostawiły niesmak, ale napawały optymizmem, bo widzieliśmy dobrze grającego Górnika, a pretensje mogły być słusznie kierowane do innych, np. do sędziego. Jednak wczorajszy i w ogóle ostatnich 9 meczów, z wyjątkiem meczu ze Śląskiem, należą do meczów kategorii drugiej. Nawet mecz z Niecieczą wygrany 3:0 był meczem słabym. Graliśmy z najsłabszym zespołem w lidze, który nie potrafił sklecić jednej dobrej akcji i właściwie oddawał piłkę w tej samej chwili, w której ją dostał — strzeliliśmy im dlatego 3 gole. Po meczu z Wisłą (znów w Krakowie, chyba musimy se tam jakiś stadion wybudować), kiedy moim zdaniem zagraliśmy najlepszy mecz w sezonie, jest tragedia! Jesteśmy drużyną co najwyżej przeciętną z jednym zwycięstwem nad ligowym autsajderem, która remisami ciuła punkty. W tym zespole pomysłowych akcji jest jak na lekarstwo, a piłki odbijają się zawodnikom od nóg, jakby były z drewna. W punkcie kulminacyjnym tej tragedii Loska ustawia sobie mur na środku bramki i chowa się za nim też na środku, a piłka wpada do bramki w jego róg. Po meczu trener Brosz, który zasługuje chyba na największy szacunek w tym klubie za ogrom wykonanej pracy, mówi coś takiego:

„Wiem, że jest ciężko, ale w kolejnych meczach będziemy lepiej przygotowani na ostatnie minuty.”

Nie wierzę w to, co usłyszałem! Nie wierzę, że to powiedział teren Brosz. Trenerze, czy my oglądamy ostatnio inne mecze? To, że Zagłębie nam strzeliło bramkę w 91 minucie, a nie np. w 62 jest tylko zdarzeniem losowym, ponieważ Zagłębie tę bramkę wypracowało swoją świetną, pomysłową i dokładną grą w całym meczu, a szczególnie w drugiej połowie, gdzie całkowicie nas zdominowali. W dziesięciu! Równie dobrze bramka mogła paść w 46 minucie, a potem kolejna w 72 i mecz zakończyłby się zasłużonym zwycięstwem Zagłębia. Górnik swoją nieporadnością, chaosem i momentami C-klasowym „bij a leć” cały czas ułatwiał to Zagłębiu. Byłoby niesprawiedliwością, gdyby bramka dla gości w końcu nie padła. Możemy być zadowoleni z punktu po tak słabej grze. W całym meczu, a nie w ostatnich minutach Panie Trenerze!

Są mecze, kiedy się cieszymy i oklaskujemy drużynę, ale są też takie, kiedy piłkarze zasługują na gwizdy. I powinni je usłyszeć w celu szkoleniowo-wychowawczym. Wczorajszy mecz przelał czarę goryczy, dlatego piłkarze usłyszeli gwizdy. Piłka nożna to nie jest bezstresowe wychowanie. Większość kibiców to klienci, którzy wymagają dobrego towaru. Możemy raz, dwa „kupić gorszą rzecz” i zaśpiewać piosenkę „Serce moje płacze” po przegranym meczu, ale w którym widzieliśmy zaangażowanie, walkę i pomysł. Tego brakuje od grudnia!

Nie ma „jadymy durś”! Drużyna aspirująca do podium, która cały mecz gra z przewagą zawodnika przed własną (wspaniałą) publicznością i daje sobie narzucić warunki gry zespołowi ze środka tabeli, nie ma prawa zdobyć tytułu. To znaczy ma, ale pod warunkiem, że taki mecz jest jednym wypadkiem w sezonie, a nie 8! Zespół gra ostatnio równo, ale słabo i zakończenie sezonu choćby na 3 miejscu, jeśli coś się radykalnie nie zmieni, jest tylko marzeniem tlącym się w głowie szaleńca. Dobrze, że do końca rundy zostały tylko 3 kolejki i mamy u siebie kolejnego słabeusza — Sandecję. Przy formie, jaką prezentują obecnie zabrzanie, jest tylko szansa, bo to jeszcze pewne nie jest, że utrzymamy się w grupie mistrzowskiej — spadek do grupy walczącej o utrzymanie jest jeszcze teoretycznie możliwy.

Ja wiem, że rundę jesienną zakończyliśmy „ponad stan”, zdobywając mistrza jesieni i każdy przed sezonem brałby dzisiejsze 4 miejsce w ciemno. Ale dziś jest dziś, koniec tych bzdetów o tym, że w tamtym roku byliśmy jeszcze w pierwszej lidze. Jak się nie weźmiemy w garść, możemy tam za niedługi czas wrócić. I nie mówię tu o samej grze, bo to wynik w znacznej mierze tej fali i fantazji z jesieni, która poniosła Chłopców z Górnika na szczyt tabeli. Chodzi mi przede wszystkim o politykę klubu, typu zaczynanie rozmów transferowych z Kurzawą w grudniu. Dopóki nie będziemy mieli w zarządzie ludzi, którzy chcą pełnić misję, a nie być tylko zatrudnieni za dobre pieniądze, to niestety lepiej nie będzie. Ile można ciągnąć na fantazji chłopaków i harówce trenera?

Dobra, a teraz optymistycznie. Liczę na to, biorąc pod uwagę statystykę i założenia teorii sportu, że cały sezon jednak będzie modelową sinusoidą. Gdy zrobi się cieplej, zaświeci słońce, Wolsztyński, Matuszek, Loska, Suarez i inni zawodnicy, a szczególnie Angulo zażyją dużo kąpieli słonecznych, wytworzy się w ich organizmach witamina D, roztopi im się lód na nogach, piłka przestanie się od nich odbijać i zaczną w nią grać, a nie kopać. Mam niepoprawnie optymistyczną nadzieję, że to jednak nastąpi już wkrótce, wszak dziś 10 stopni i nawet słoneczko wyszło. Tego życzę Piłkarzom, Trenerowi Broszowi i Wspaniałym Zabrzańskim Kibicom!

Nie gniewajcie się na mnie, ale jestem po prostu wk……..y! Bardzo, bardzo!

Kliknij i odwiedź naszą stronę internetową, na której znajdziesz naszą pełną ofertę!