Foto: Piotr Antczak

 

Autor tekstu: Kamil Dimitruk

W miniony piątek Górnik Zabrze mierzył się w Płocku z miejscową Wisłą. Spotkanie zakończyło się niekorzystnie dla zabrzan, którzy polegli ostatecznie 2 do 4. Górnicy po raz kolejny stracili aż 4 bramki w lidze, choć w tym wypadku część winy można zrzucić na wymuszone, eksperymentalne zestawienie defensywy. Trener Brosz musiał poradzić sobie bez kontuzjowanego Michała Koja oraz „wykartkowanych” Daniego Suareza i Mateusza Wieteski.


Kliknij i sprawdź całą ofertę na naszej stronie internetowej!

Mecz był twardy, cechował się zagęsczeniem w środku pola. Można było zauważyć wiele niedokładności w obu drużynach. Wiślacy natomiast byli zabójczo skuteczni w swoich poczynaniach pod bramką Tomasza Loski. Zespół z Zabrza zdobył bramki po błędach debiutującego bramkarza Wisły, nie ujmując niczego Damianowi Kądziorowi, który zdobył bramkę pięknym lobem z rzutu wolnego.

Moim zdaniem jednak trener Górnika Zabrze nie zdecyduje się już na ustawianie w obronie pomocników, którzy nie charakteryzują się wybitną szybkością, ponieważ z tego tytułu zabrzanie mieli wiele problemów na tyłach z szybkimi graczami ofensywnymi Wisły. W ataku natomiast ewidentnie zabrzanom zabrakło kreatywności. Być może wynikało to z nieustępliwości Płocczan oraz twardych warunków, jakie postawili. Warto zaznaczyć też, że w barwach Wisły zagrało dwóch byłych zawodników Górnika, z czego jeden z nich zaliczył nawet dublet trafień. Mowa oczywiście o Jose Kante. Drugi z nich to Adam Dźwigała. Pokazuje to, że byli oni szczególnie zmotywowani na to spotkanie. Potraktujmy tę wpadkę jednak jako zimny prysznic.

Bramki dla Górnika: Damian Kądzior, Łukasz Wolsztyński.